Strefy Czystego Transportu (SCT) w Polsce miały się stać trudno napisać czym z pewnością nie możliwością łupienia przez samorządowców mieszkańców aglomeracji. Wytyczne przyszły wiadomo skąd, a niekompetencja i niewydolność polskich urzędników dopełniła dzieła. Idea, jak wiele w historii zakładała szczytny cel, ale przygotowanie do wdrożenia już zdecydowanie nie. Próby implementacji siłą kolejny raz obnażyły poważne napięcia społeczne i systemowe. Najbardziej wyrazistym przykładem jest Kraków, który jako pierwszy zdecydował się na szerokie ograniczenia wjazdu do strefy dla starszych pojazdów spalinowych, a sprawa znalazła swój finał w sądzie. Podobne rozwiązania przyjęła Warszawa, a kolejne samorządy analizują wdrożenie analogicznych regulacji i liczą wpływy z kolejnej daniny nałożonej na lud. Mechanizm dojenia jest prosty. Polega na wyznaczeniu obszaru miasta, do którego mogą wjeżdżać wyłącznie pojazdy spełniające określone normy emisji spalin. Starsze samochody, nastoletnie, a takie głownie są sprowadzane do Polski, ponieważ cieszą się największym popytem są eliminowane lub objęte sowitymi opłatami. W wymiarze strategicznym kierunek zmian jest czytelny: ograniczanie ruchu pojazdów spalinowych w centrach miast, a w dłuższej perspektywie promowanie napędów elektrycznych. Problem polega jednak nie na samym celu, lecz na społecznych skutkach jego realizacji. Realne koszty ponoszą właściciele pojazdów objętych restrykcjami. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że użytkownik kilkunastoletniego samochodu nie należy do grupy o wysokich dochodach. Starsze pojazdy są domeną gospodarstw domowych, które nie mają zdolności finansowej do regularnej wymiany auta co kilka lat. Dla wielu rodzin samochód nie jest dobrem luksusowym, lecz narzędziem codziennego funkcjonowania, dojazdu do pracy, lekarza, sądu, urzędu oraz wielu innych. W przypadku Krakowa dodatkowe, negatywne emocje wzbudził fakt, że w granicach strefy znalazły się szpitale i poradnie specjalistyczne. W teorii przewidziano wyjątki m.in. dla osób z niepełnosprawnościami czy w szczególnych sytuacjach medycznych. W praktyce oznacza to dodatkowe procedury administracyjne, składanie wniosków, podań, rejestracji w systemach. Dla seniorów oraz osób wykluczonych cyfrowo stanowi to kolejne utrudnienie już i tak niewesołego życia. W efekcie transformacja, która miała być instrumentem poprawy jakości życia jest odbierana jako narzędzie selekcji ekonomicznej. Strefy Czystego Transportu buduje się od rozwoju infrastruktury i transportu zbiorowego. Oferty przesiadkowej, parkingów „Park & Ride”, realnych zachęt do wymiany pojazdów oraz wsparcia dla osób o niższych dochodach. Tymczasem w polskich realiach strefy funkcjonują jako instrument skoncentrowany na zakazach, opłatach dodatkowych, ściganiu, mandatach. Warto dodać, że nawet nowe automobile spalinowe nie są wolne od emisji, zarówno spalin, jak i zanieczyszczeń wtórnych m.in. cząstek z układu hamulcowego czy opon. Sama wymiana starego auta na nowsze nie rozwiązuje w pełni problemu jakości powietrza, jeśli nie towarzyszy jej inteligentna zmiana modelu mobilności. Zamiast bezrefleksyjnej implementacji unijnych kierunków polityki klimatycznej oraz ich mechanicznego przenoszenia na grunt krajowy, potrzebne jest dostosowanie narzędzi do lokalnych realiów społecznych i infrastrukturalnych. Zmiana powinna być racjonalna, etapowa i oparta na analizie skutków regulacji, a nie na administracyjnym automatyzmie. Szerzący się nad Wisłą model SCT jest odbierany jako rozwiązanie, które najmniej dotyka zamożnych, a najmocniej obciąża tych, którzy już dziś funkcjonują na granicy budżetowej wydolności. Polityka klimatyczna jeżeli ma być skuteczna, nie może prowadzić do pogłębiania nierówności. Konieczne są realne mechanizmy kompensacyjne: dopłaty do wymiany pojazdów dla najuboższych, rozwój dostępnego transportu publicznego także poza ścisłymi centrami miast, czy elastyczne okresy przejściowe powiązane z dochodem gospodarstwa domowego. Transformacja transportu nie może stać się projektem elitarnym. Ekologia nie może być przywilejem tych, których stać na nowy samochód, podczas gdy pozostali otrzymują komunikat nie stać cię, to musisz chodzić pieszo albo możesz sobie kupić rower. Dla tysięcy rodzin samochód jest jedynym realnym środkiem transportu, szczególnie tam, gdzie komunikacja publiczna jest niewydolna lub niedostępna. Odbieranie ludziom możliwości dojazdu do pracy, lekarza czy instytucji publicznych bez zapewnienia alternatywy oznacza wykluczenie komunikacyjne najuboższych. Elektromobilność i czyste powietrze są celami, które warto realizować. Jednak sposób ich wdrażania musi uwzględniać nie tylko emisję, lecz także społeczną strukturę dochodów. W przeciwnym razie zielona transformacja stanie się kolejnym mechanizmem różnicującym obywateli. Napuszczania jednych przeciwko drugim. „Wolność jest pustym pozorem, gdy jedna klasa może bezkarnie zagłodzić drugą. Równość jest pustym pozerem, gdy bogacz dzięki swemu monopolowi ma nad bliźnimi prawo życia i śmierci.” (Francja, 1793 rok).



