Europa od lat prowadzi bezprecedensową walkę o ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Powstają kolejne dyrektywy, rozporządzenia i normy. Przemysł płaci za emisję dwutlenku węgla. Energetyka inwestuje miliardy euro w transformację. Samorządy zachęcają do wymiany starych pieców. Kierowcy słyszą, że przyszłość należy do pojazdów elektrycznych. W powtarzalnym, co 15 lat abonamencie będziemy płacili coraz więcej za energię z OZE. Trudno nie zauważyć, że koszt transformacji ponoszą przedsiębiorcy i obywatele, mimo to, zadam inne pytanie. Kto zapłaci za emisję CO2 z płonących lasów? Każdego lata media pokazują dramatyczne obrazy z Grecji, Hiszpanii, Portugalii czy południowych Włoch. Setki tysięcy hektarów lasów zamieniają się w popiół. Giną ludzie i zwierzęta. Znikają całe ekosystemy budowane przez dziesiątki, a często setki lat. Pożary lasów uwalniają do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla. Europejski program obserwacji atmosfery Copernicus wielokrotnie informował, że podczas wyjątkowo tragicznych sezonów pożarowych emisje osiągają kolejne, rekordowe poziomy. To nie są już lokalne incydenty. To zjawisko mające wpływ na jakość powietrza, klimat i gospodarkę całej Europy. Paradoks polega na tym, że za emisję z elektrowni czy cementowni obowiązują opłaty wynikające z systemu EU ETS, natomiast emisje powstałe wskutek pożarów lasów nie podlegają takim mechanizmom. Oczywiście istnieją ku temu uzasadnienia prawne i metodologiczne, ponieważ są to emisje innego rodzaju niż przemysłowe. Jednak dla atmosfery nie ma znaczenia, czy tona CO2 pochodzi z komina fabryki, czy z płonącego lasu. Nie chodzi więc o to, aby wystawiać rachunki państwom, które padły ofiarą żywiołu. Chodzi o coś znacznie ważniejszego. Jeżeli politycy wymagają od obywateli i przedsiębiorstw ogromnego wysiłku finansowego, powinni z równą determinacją zainteresować się ochroną lasów i przygotować je na coraz bardziej ekstremalne warunki pogodowe. Gdzie są wielkie europejskie programy budowy zbiorników retencyjnych dla terenów zagrożonych pożarami? Gdzie są wspólne inwestycje w nowoczesne systemy wykrywania ognia wykorzystujące satelity, sztuczną inteligencję i drony? Gdzie są fundusze na przebudowę lasów tak, aby były bardziej odporne na suszę? Gdzie jest europejska strategia prewencji, która kosztowałaby mniej niż późniejsze gaszenie tysięcy hektarów płonących lasów? Od lat słyszymy o neutralności klimatycznej. To ważny cel. Jednak neutralność klimatyczna nie może sprowadzać się wyłącznie do nakładania kolejnych obowiązków na obywateli i przedsiębiorców. Powinna oznaczać również odpowiedzialność instytucji publicznych za ochronę tego, co jest naszym największym naturalnym magazynem dwutlenku węgla LASÓW. Naukowcy od dawna ostrzegają, że wraz ze wzrostem temperatury wydłużają się okresy suszy, a sezon pożarowy w południowej Europie staje się coraz dłuższy i bardziej intensywny. Oznacza to, że sama redukcja emisji nie wystarczy. Równie potrzebna jest adaptacja do zmian klimatu. Nie możemy wybierać tylko tej części polityki klimatycznej, która polega na wystawianiu rachunków. Musimy z jeszcze większą determinacją potraktować działania zapobiegające katastrofom. Bo las, który spłonie, przestaje pochłaniać dwutlenek węgla na dziesięciolecia, a rachunek za jego utratę zapłacimy wszyscy. Nie tylko w wyższych podatkach czy cenach energii. Zapłacimy gorszą jakością powietrza, większym ryzykiem ekstremalnych zjawisk pogodowych i utratą przyrody, której nie da się odbudować decyzją administracyjną. Europa potrzebuje nie tylko ambitnej polityki klimatycznej, ale przede wszystkim polityki odpowiedzialności. Bo prawdziwe pytanie nie brzmi, ile kosztuje walka z emisją CO2. Prawdziwe pytanie brzmi: ile będzie kosztowała bezczynność tam, gdzie można było zapobiec katastrofie?

03sierpień
Kto zapłaci?

Rzecznik Elektromobilności Autor
Na co dzień jestem rzecznikiem, zatem podejmując decyzję o pisaniu Bloga postanowiłem pozostać w roli. Więcej o mnie...

