Nie pamiętam od kiedy, ale zawsze lubiłem rozmawiać z ludźmi. Nawiązywać nowe znajomości. Słuchać, dialogować, uczyć się. Z upływem czasu z przywołanych przymiotów uczyniłem pracę. Dziś znajomi pytając mnie o stosunek do elektromobilności rzadko zaczynają od marek samochodów. Zamiast tego dzielą się obawami związanymi z zachowaniem baterii zimą, a także miejscem ładowania, mieszkając w apartamentowcu z halą garażową pozbawioną infrastruktury ładującej. W pierwszej chwili można uznać, że to wyrażenie obaw o technologię, ale w rzeczywistości to trudne pytanie o zaufanie. Nie osiągi, pojemność, moc, dystans. Paradoksalnie, to wątpliwości dotyczące technologii, rozwijającej się szybciej niż przekonanie społeczne, co do jej wartości. Podobnie było z telefonią komórkową 4G, bankowością internetową, płatnościami kartą. Od niepamiętnych czasów boimy się tego, czego nie znamy. Od zarania dziejów najliczniejszymi beneficjentami naszych obaw są politycy. Polityka od lat żywi się emocjami. Transformacja energetyczna nie stanowi wyjątku. Zamiast spokojnej rozmowy otrzymujemy uproszczone hasła, które dobrze brzmią w mediach społecznościowych, ale źle służą zrozumieniu rzeczywistości. Emocje od zawsze sprzedawały się lepiej niż fakty. Problem jednak polega na tym, że coraz częściej zastępują wiedzę. Europejska droga do elektromobilności jest pełna niebezpiecznych zakrętów i nieprzeczuwających niebezpieczeństwa użytkowników EV. Polsce nie tylko brakuje wydajnej infrastruktury do ładowania, ale elastycznych sieci przesyłowych, recyklingu baterii, czy stabilnych regulacji umożliwiających planowanie w dłuższej perspektywie legislacyjnej. Dodatkowy problem stanowi sposób komunikowania zmian. Rzadko, kto mówi o zmianie sposobu myślenia – słowo klucz mówi, a nie krzyczy, nie toczy batalii politycznej, narzuca i prymitywnie indoktrynuje. Zużycie energii elektrycznej to dziś nie tylko mobilność, komunikacja, płatności, praca gigantycznych serwerów zaangażowanych w produkty sztucznej inteligencji. To przede wszystkim odpowiedzialność za lokalną gospodarkę, konkurencyjność, dobrostan obywateli. Zapewnienie dostępu do zmian cywilizacyjnych. Energia elektryczna już dawno przestała być produktem dostarczanym do gniazdka. Stanowi fundament bezpieczeństwa państwa. Prąd, to ekosystem, obejmujący odnawialne źródła energii, magazyny energii, inteligentne sieci elektroenergetyczne, cyfryzację oraz gospodarkę obiegu zamkniętego. Dlatego rozmowa o energii elektrycznej, to rozmowa o przyszłości państwa. Konkurencyjności, jakości powietrza, bezpieczeństwie energetycznym, odporności na kryzysy, miejscu Polski w europejskiej transformacji technologicznej. Nie awantura polityczna o opłatach za emisję, elektrowniach atomowych, węglowych, wiatrowych, słonecznych. Nieprzypadkowo nauki społeczne od lat opisują zjawisko określane jako społeczna akceptacja technologii (social acceptance of technology). Badania pokazują, że decyzje dotyczące korzystania z nowych rozwiązań rzadko wynikają wyłącznie z ich parametrów technicznych. Równie istotne są poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do instytucji, przejrzystość procesu zmian oraz przekonanie, że transformacja odbywa się z udziałem obywateli, a nie wyłącznie ponad ich głowami. Klasa polityczna skutecznie narzuciła suwerenowi zmiany dyrektywami, nakazami, zakazami, tabelkami, parametrami. Wypleniła chęć zadania elementarnego pytania, dlaczego mamy zaufać? Czas zrozumieć, że transformacja energetyczna wygra wówczas, gdy zyska zrozumienie i akceptację społeczną. Przywołaną nie buduje technologia tylko komunikacja oparta na faktach, dialogu, a przede wszystkim szacunku wobec tych, którzy nie są jeszcze przekonani. Dziś nie są potrzebni kolejni rzecznicy, którzy mówią językiem swoich przełożonych. Potrzebni są tłumacze zmiany, nie tylko elektromobilnej, czy energetycznej. Brakuje ludzi, którzy potrafią połączyć świat inżynierów ze światem codziennych doświadczeń kierowców, przedsiębiorców, samorządowców i mieszkańców. Największym problemem nie jest pochodzenie prądu w akumulatorach tylko to, że decydenci zapominają o człowieku, a każda wielka zmiana zaczyna się nie od innowacji tylko od zaufania. Historia uczy, że cywilizacje nie rozwijają się dlatego, że powstają nowe technologie. Rozwijają się dlatego, że ludzie decydują się z nich korzystać.

13lipiec


