Widziała żaba …

Zabawne, jak dialogi z przeszłości nabierają znaczenia w teraźniejszości. Otóż wspomniana żaba, widziała jak konia podkuwają i sama postawiła nogę w trylogii o Pawlakach&Kargulach. Odnoszę wrażenie, że podobnie jest w odniesieniu do informacji, która zelektryzowała środowisko mundurowych i cywili zatrudnionych w wojsku. Być może jeszcze nie wszyscy wiedzą, ale wspomnianej grupie zawodowej odmawia się wjazdu, samochodami wyprodukowanymi w Państwie Środka na tereny wojskowe. Uzasadnieniem dla decyzji jest elektronika pokładowa m.in. systemy kamer, jak również nawigacja i połączenie z siecią. Autorzy zakazu powołują się na praktyki ze Stanów Zjednoczonych, w których wojskowi nie mogą się poruszać po: military areas autami z Chin. W chwili, w której informacja trafiła do mediów, anonimowi pracownicy JW wyznali, że nawet amerykańskimi elektrykami mają zakaz wjazdu za szlaban. Nie polemizuję z wprowadzanymi restrykcjami, ale przypomina to tytułową żabę i podkuwanie konia. Dzisiaj wszystkie samochody są uzbrojone w elektronikę, która zbiera niezliczone informacje podczas jazdy i gdzieś przesyła, agreguje i nie do końca wiadomo, kto do wspomnianych ma dostęp poza serwisem. Stąd, sytuacja przypomina komedie wyreżyserowane przez Sylwestra Chęcińskiego w latach 70-tych ubiegłego wieku. Elektryki, ciche niczym ninja, zasilane z baterii niczym króliczek Duracell, stały się podejrzane, bo słuchają, patrzą, nawigują. Tyle tylko, że dzisiaj patrzy wszystko: lodówka wie, kiedy kończy się mleko, pralka, co pierzemy, zegarek kiedy mamy zbyt wysokie tętno, a telefon wie o nas więcej niż najbliższa rodzina. Jeśli zatem, boimy się kamer w aucie, to logicznym kolejnym krokiem byłoby zakazanie smartfonów, smartwatchy i okularów przeciwsłonecznych z podejrzanie dużymi oprawkami. Do tego zestrzelenie wszystkich satelitów, które robią zdjęcia. W jakich słowach wyjaśnić mundurowym właścicielem aut z Państwa Środka, że ich auto jest bardziej szpiegowskie niż to wyprodukowane w Niemczech, czy innej Francji? Przecież wszystkie wysyłają dane gdzieś w chmurę i spece od łamania zabezpieczeń mają ubaw po pachy, ponieważ bez trudności mogą się do nich dostać. Swoją drogą porzucanie przez pracowników wojska samochodów pod płotami na klepiskach oraz innych wolnych przestrzeniach wokół obiektów wojskowych z pewnością przyciągnie większą uwagę ze względu na proste rozumowanie jeżeli nie mogą wjechać, to co tam ukrywają? Ministerstwo w temacie kieruje uwagę w stronę Służby Kontrwywiadu Wojskowego i cytuje Ustawę o obronie Ojczyzny, rozporządzenie art.616a.ust.1 „Zakaz dotyczy też m.in. wszystkich pojazdów, które są wyposażone w rejestratory obrazu i dźwięku” i natychmiast dodaje, że decyzję podejmują dowódcy jednostek. Jednocześnie, jak wynika z nieoficjalnych informacji Polskiego Radia, szef sztabu generalnego ma wydać rozkaz odnoszący się do azjatyckich samochodów i zakazy wjazdu mają objąć nie tylko tereny jednostek, ale również przyległe parkingi. Chińczycy oczywiście nie pozostają dłużni i europejskie oraz amerykańskie auta uznają za równie niebezpieczne. W ramach ciekawostki warto dodać, że tylko z minionym roku polski rynek motoryzacyjny wchłoną blisko 50 000 automobili z Państwa Środka. Myślę, że zamiast podkuwać żabę może warto otwarcie zapytać, kto trzyma młotek i do czego przywołany używa ?

Rzecznik Elektromobilności Autor

Na co dzień jestem rzecznikiem, zatem podejmując decyzję o pisaniu Bloga postanowiłem pozostać w roli. Więcej o mnie...