800 złotych za parkowanie

Tak, tak, to nie pomyłka. W ferworze wakacyjnych emocji porzucamy samochody, gdzie popadnie. Ważne, żeby było blisko plaży, a jeszcze ważniejsze, żeby jak najmniej kołować, polując na miejsce. Po powrocie może się okazać, że to najdroższe parkowanie w naszej motoryzacyjnej historii. Bilecik pod wycieraczką opiewa na kwotę 800 złotych. Przywołany koszt, to górna granica mandatu za zaparkowanie w miejscu przeznaczonym wyłącznie do ładowania samochodów elektrycznych, czyli „zielona koperta” z napisem: „EV ładowanie”, którą część kierowców traktuje jak zwykłe miejsce parkingowe. Uwaga – karę może zapłacić również posiadacz elektromobilu, który zaparkował i nie podłączył kabla do ładowania albo wpiął się do gniazda i zakończył ładowanie, po czym resztę czasu na miejscu do uzupełniania prądu w ogniwach potraktował, jako parkingowe. Podstawa prawna do ukarania niesfornego posiadacza elektryka, który przekształcił „zieloną kopertę” na parking jest pustym, nic nieznaczącym zapisem. W praktyce, jak na państwo poklejone przez polityków z papieru i kartonu przepis jest niczym strzelba powieszona na ścianie, która nigdy nie wystrzeli. W jaki sposób funkcjonariusz ma sprawdzić poziom naładowania baterii w samochodzie? Co oznacza pojęcie, że akumulator trakcyjny jest naładowany? Czy to znaczy, że ma być 100%? A może 80%, bo tak zalecają producenci? Jak zawsze zabrakło jednego drobnego szczegółu: sensu. Groźba mandatu porusza wyobraźnię tylko w komunikacie prasowym. Zabezpiecza urzędników przed poniesieniem konsekwencji za zaniechanie. Jednak szanse, że ktokolwiek faktycznie ją otrzyma są bliskie zeru. Bo kto, przy zdrowych zmysłach, wystawi taki mandat? Policja? Straż miejska? A jak się pomyli i auto było w trakcie ładowania? A może kabel był luźno wetknięty? Jak zwykle efekt może być odwrotny od zamierzonego – kierowcy z przekory zaczną parkować na zielonych kopertach, żeby zobaczyć, czy naprawdę dostaną mandat. Kochani politykierzy i urzędasy, groźba niewykonalna to żadna groźba! To jedynie kolejny dowód na kompletny brak zrozumienia społecznej dynamiki i motoryzacyjnych realiów. Przykład niekompetencji, nienadążania za rozwojem cywilizacji i brak komunikacji między autorami przepisów a jego adresatami. Jean-Paul Sartre napisał: „Piekło to inni”. Najprawdopodobniej nie miał racji. Być może piekło to my. Wszyscy ci, którzy złośliwie zajmują koperty dla niepełnosprawnych, dla rodziców z małymi dziećmi, do ładowania oraz inne dedykowane, żeby „pokazać”, „dać nauczkę”, „bo się należy”. Wymuszamy pierwszeństwo, blokujemy kilka miejsc parkingowych jednym samochodem, zostawiamy auta „na awaryjnych” w przejazdach na torowiskach tramwajowych.  Chcemy żyć w nowoczesnym kraju, ale drażni nas, że ktoś chce skorzystać z ładowarki, gdy my właśnie parkujemy „tylko na chwilę”. Agresja, złośliwość na drogach, stała się formą codziennej komunikacji. Im bardziej się spieszymy, tym bardziej wszystko nas irytuje. Myślę, że warto, gdy korzystamy z samochodu, pomyśleć nie tylko o miejscu na którym zostawiamy auto, ale i o stanie ducha. Fajnie byłoby kiedy już znajdziemy miejsce do parkowania, stanąć tak, by jeszcze ktoś inny się zmieścił. Niekoniecznie z miłości do bliźniego, ale po prostu z czystej kalkulacji – bo za chwilę to my będziemy tym drugim. Dlatego, drodzy Czytelnicy, życzę Wam, byście jak najczęściej myśleli o sobie, nie tylko podczas urlopu, bo myśleć o sobie, to często myśleć również o drugim człowieku. Nie musimy się kochać, ale możemy zacząć się wzajemnie szanować. Wówczas nawet świadomość, że pożyczkę z KPO będziemy spłacali do 2058 roku, nie będzie taka straszna.

Rzecznik Elektromobilności Autor

Na co dzień jestem rzecznikiem, zatem podejmując decyzję o pisaniu Bloga postanowiłem pozostać w roli. Więcej o mnie...