W dobie globalnych napięć i niepewności na rynkach energii choćby takich jak blokada cieśniny Ormuz coraz częściej rozglądamy się za oszczędnościami. Z niepokojem śledzimy też, co ogłosi resort paliwowy, czy Pb 95 naprawdę będzie po 5,19 złotego, czy raczej po 10 złotych za litr. W niektórych przypadkach oszczędności są na wduszenie pedału. Jednak warunkiem produkcji własnego prądu jest użytkowanie pojazdu elektrycznego. Wielu empiryków motoryzacji bateryjnej doświadczyło zbędności hamulca. Przywołani korzystają z rozwiązania, które w języku zagranicznym nazywane jest one-pedal driving. Innymi słowy ustawia się czujność układu rekuperacji (odzyskiwania prądu z jazdy), ściąga się stupkę z pedału gazu i elektromobil hamuje, przetwarzając energię kinetyczną na prąd, który wraca do baterii zasilającej silnik auta. Zgodnie z nieubłaganymi prawami fizyki energia rośnie wraz z kwadratem prędkości. W teorii jazda miejska z inżynierską precyzją korzystania elektryka może przełożyć się za zwiększenie zasięgu bateryjkowca. W jednym z niemieckich przedsiębiorstw, produkujących sportowe samochody marzeń, rozwiązanie zostało dopracowane do perfekcji. W celu uzyskania, jak najskuteczniejszego odzysku, silniki są zintegrowane z układem hamulcowym, a do sterowania zastosowano tzw. tryb czterokwadratowy. Silnik elektryczny pracuje w tym samym kierunku, co prędkość obrotowa i moment, ale może także pełnić rolę generatora. W dalszym ciągu pracować w tym samym, dodatnim kierunku, ale być napędzany przez koła. Zmienia się wówczas jego rola, zamiast poruszać pojazd jest poruszany. Nie zużywa energii elektrycznej tylko ją wytwarza, a ta wraca do baterii. Efekt hamowania silnikiem jest uzyskiwany w wyniku siły potrzebnej do obrócenia wirnika w kierunku przeciwnym do pola magnetycznego. Tak powstaje ujemny moment obrotowy – hamowanie, a energia użyta podczas całego procesu dodatkowo zasila elektryka. Za każdym rozwiązaniem kryją się półprzewodniki, układy scalone, kilometry wiązek przewodów, sterowniki, przekaźniki, oprogramowanie, zatem i naprawy stały się bardziej skomplikowane i droższe. Jednak najważniejsze jest to, że hamowanie elektrykiem nie pozostawia śladu węglowego, ponieważ klocki hamulcowe się nie ścierają – no chyba, że w jakiejś nieprzewidzianej sytuacji. Ciepło z hamowania nie ogrzewa już i tak gorącej planety i co najistotniejsze nie przepada energia. Dodatkowo, przypuszczalnie zza zakrętu być może wyjedzie umiejętność jazdy nie opartej na agresji tylko na inteligencji i szanowaniu zasobności portfela, bo cóż lepiej wpływa na przyrost inteligencji, jak nie pieniądz kieszeni.
Dziś nie tylko PV i wiatraki

