Świat wokół nas zmienia się z zawrotną prędkością. W zasadzie nie ma dziedziny życia, w której postęp nie dokonuje się każdego dnia. Wszystko starzeje się coraz szybciej. Z kolei nowe wcale nie oznacza lepsze. Podobnie jest w świecie motoryzacji. Do tej pory nie zdarzyło się, żeby pędził z taką prędkością, jak obecnie. Jednym z przejawów przełomu jest stale rosnący udział w rynku samochodów zelektryfikowanych i elektrycznych. Dynamikę zwiększa nie tylko technologia, oczekiwania klientów, ale także polityka. Producenci prześcigają się w prezentowaniu nowych modeli, oferując większe zasięgi, krótszy czas ładowania i coraz bardziej zaawansowane rozwiązania techniczne. Dodatkowo pojawiła się na runku niezwykle szybko rozwijająca się konkurencja z Państwa Środka. Oferuje lepiej, taniej, dostępniej w całej gamie modeli. Paradoksalnie mimo ogromnej konkurencji, niemal wszystkie współczesne samochody elektryczne mają wspólny mianownik, wysokonapięciowy akumulator litowo-jonowy. Przywołany decyduje o masie pojazdu, jego zasięgu, osiągach i komforcie codziennego użytkowania. Jednocześnie pomimo rozwoju trwającego od trzech dekad w dalszym ciągu stanowi najdroższy element całego samochodu, a podstawowe funkcje pozostają niezmienne. Z roku na rok baterie stają się mniejsze, lżejsze i zyskują na pojemności. W teorii szacuje się, że przy zachowaniu tych samych wymiarów pojemność wzrasta o około 7% rocznie. Oznacza to, że współczesny zestaw o pojemności 58 kWh zajmuje o połowę mniej miejsca niż bateria o pojemności 36 kWh montowana jeszcze kilka lat temu. Specjaliści są zgodni, co do jednego, że prawdziwa rewolucja dopiero przed nami. Ma ją przynieść zastosowanie elektrolitu stałego, który może znacząco zwiększyć bezpieczeństwo, trwałość oraz gęstość energii przyszłych akumulatorów. Zanim jednak nastąpi rewolucyjny przełom warto skupić uwagę na obaleniu jednego z mitów. Otóż zestaw ogniw w elektryku nie jest elementem jednorazowym. Zużywa się jak każdy podzespół mechaniczny tracąc pierwotną sprawność energetyczną. Pomimo to, zestaw można skutecznie naprawić, zregenerować. Obecnie ceny nie należą do przystępnych, ponieważ proces wymaga wiedzy, uprawnień, specjalistycznego wyposażenia. Nie mam jednak wątpliwości, że wraz z rozwojem elektromobilności będzie to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi rynku motoryzacyjnego. W wysoko wyspecjalizowanych centrach specjaliści od wysokich napięć przeprowadzają szczegółową diagnostykę. Badają sprawność poszczególnych modułów, ponieważ w zdecydowanej większości przypadków uszkodzeniu nie ulega cały akumulator, a jedynie jego fragment. Wymienia się wówczas moduł, a nie pojedyncze ogniwa, co pozwala zachować odpowiednie parametry pracy zestawu. Rozwój napędów samochodowych stworzył również zupełnie nową specjalizację. Wspominanych wcześniej ekspertów wysokich napięć, czyli HVE (High Voltage Expert). To właśnie od ich wiedzy i doświadczenia zależy bezpieczeństwo napraw aut na baterie. Ich praca rozpoczyna się tam, gdzie kończy się praca tradycyjnego mechanika po kolizjach, wypadkach, awariach. Podczas zdarzeń drogowych z udziałem EV specjalny bezpiecznik pirotechniczny automatycznie odłącza napięcie płynące z akumulatora wysokonapięciowego, chroniąc pasażerów oraz służby ratownicze. Później cały układ musi zostać dokładnie sprawdzony i przywrócony do działania. Każdy przypadek analizowany jest indywidualnie, ponieważ nawet pozornie podobne uszkodzenia mogą wymagać zupełnie innych procedur przywracania sprawności. Jeżeli istnieje choćby podejrzenie uszkodzenia akumulatora, trafia on do specjalnej strefy kwarantanny. Przez określony czas monitorowana jest jego temperatura oraz zachowanie. Dopiero po pozytywnej diagnozie zapada decyzja o naprawie lub dalszym wykorzystaniu. To procedura przypominająca obserwację pacjenta przed postawieniem ostatecznej diagnozy. Naprawa baterii jest nie tylko tańsza od wymiany całego zestawu, ale również znacznie bardziej przyjazna środowisku. Produkcja nowych akumulatorów wymaga ogromnych ilości energii i cennych surowców, dlatego każda skuteczna regeneracja oznacza wymierne korzyści ekonomiczne i ekologiczne. Co jednak dzieje się z akumulatorami, których nie da się już naprawić? Ich historia życia wcale się nie kończy. Zużyte zestawy bardzo często stają się dawcami sprawnych modułów wykorzystywanych podczas napraw innych samochodów. Mogą również rozpocząć drugie życie poza motoryzacją. Często pracują jako magazyny energii przy stacjach ładowania samochodów elektrycznych, w instalacjach domowych, mobilnych systemach zasilania wykorzystywanych na budowach czy nawet w wózkach widłowych. Dopiero, gdy ich dalsze wykorzystanie nie jest już możliwe, trafiają do recyklingu. Tutaj również elektromobilność zrobiła ogromny krok naprzód. Obecnie możliwe jest odzyskanie około 90 procent materiałów wykorzystanych do produkcji akumulatora. Lit, nikiel, mangan, kobalt, aluminium czy miedź przywracają swoje właściwości i mogą ponownie trafić do produkcji nowych baterii. W praktyce oznacza to zamknięcie obiegu surowców, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nierealny. Największym wyzwaniem pozostaje odzysk elektrolitu oraz koszty całego procesu, który wymaga zaawansowanych technologii i wyspecjalizowanych instalacji. To właśnie dlatego recykling nie należy jeszcze do tanich przedsięwzięć. Ostatecznie koszty rozwoju nowych technologii zawsze w pewnym stopniu ponosi użytkownik samochodu. Warto więc spojrzeć na akumulator samochodu elektrycznego z zupełnie innej perspektywy. Nie jako na jednorazowy produkt, lecz element długiego cyklu życia, w którym naprawa, regeneracja, ponowne wykorzystanie i recykling stają się równie ważne jak sama produkcja. Być może za kilka lat największym osiągnięciem elektromobilności nie będzie samochód o zasięgu dwóch tysięcy kilometrów. Znacznie większym sukcesem okaże się to, że niemal nic z jego akumulatora się nie zmarnuje. I właśnie w tym kierunku powinna zmierzać cała branża.
Nieznana przyszłość

