Site icon Rzecznik Elektromobilności

740. To dopiero początek

Dzisiaj jesteśmy tak bardzo skoncentrowani na własnych sprawach, że umykają nam ludzie, procesy i decyzje, które chociaż pozornie nas nie dotyczą w dłuższej perspektywie uderzą we wszystkich. Każdego dnia przyswajamy więcej informacji, niż człowiek średniowiecza przez całe życie. Paradoksalnie jednak, im więcej szumów, tym łatwiej przeoczyć to, co naprawdę ważne. Trudno przejść obojętnie wobec doniesień z fabryki Stellantis w Tychach. Koncern zapowiedział likwidację jednej zmiany produkcyjnej, co w praktyce oznacza zwolnienie około 740 pracowników. To cios nie tylko dla regionu, ale dla całej krajowej gospodarki. Redukcja zatrudnienia wynika z brutalnej konieczności cięcia kosztów, które w dużej mierze są konsekwencją utopijnej polityki emisyjnej Unii Europejskiej. Zakazy, nakazy, dyktaty i dyrektywy zderzyły się z realiami rynku: popytem, podażą i siłą nabywczą społeczeństw. Europejskie samochody stały się po prostu zbyt drogie dla zubożałego konsumenta UE w starciu z cenową i technologiczną konkurencją z Państwa Środka. Azjatyckie marki coraz brutalniej wypierają wytwórców europejskich, których produkcja w znaczącej mierze opiera się na surowcach, komponentach i technologii wytwarzanych w Chinach. W efekcie marże topnieją, sprzedaż spada, a budżet się nie spina. Jedynym obszarem, w którym da się szybko oszczędzić są ludzie. W związku z tym, przedstawiciele związków zawodowych nie tylko poinformowali opinię publiczną o planach francusko-włosko-amerykańskiego koncernu samochodowego, ale rozpoczęli walkę o załogę. Motoryzacyjny konglomerat nie zaproponował programu dobrowolnych odejść tylko od razu sięgnął po zwolnienia grupowe. Jak powiedział Grzegorz Maślanka, przewodniczący „Solidarności” FCA Poland: „Tak naprawdę pracodawca przygotował draft odnośnie zwolnień grupowych, a nie programu dobrowolnych odejść.” Sprawa została również zgłoszona do Europejskiej Rady Zakładowej Stellantis. Okazało się, że zagraniczni związkowcy zostali wprowadzeni w błąd odnośnie do skali zwolnień w Polsce. Jak mówi przewodniczący: „Przekazano im, że problem dotyczy 500 pracowników agencyjnych i 200 z Fiata, z czego część to zatrudnieni na czas określony, więc skala zwolnień jest minimalna, a to nieprawda.” Skutki tej decyzji nie ograniczą się do murów tyskiej fabryki. Z zakładem współpracuje blisko 60 firm z całej Polski. Likwidacja jednej zmiany w Stellantis rozpoczyna efekt domina. W sumie pracę może stracić od 3 do 4 tysięcy ludzi w firmach kooperujących. Jeśli kogoś nie porusza ludzki wymiar tej historii, warto spojrzeć na liczby. Branża motoryzacyjna w Polsce odpowiada za około 8% PKB, obejmując produkcję pojazdów, części, komponentów oraz powiązane usługi. To także około 13% całkowitego eksportu kraju. Każde zachwianie sektora to realne uderzenie w stabilność gospodarki. 740 zwolnionych pracowników to nie statystyka. To sygnał ostrzegawczy. Jeżeli obecny kurs polityczny i regulacyjny się nie zmieni, Tychy nie będą wyjątkiem tylko początkiem fali.

Exit mobile version