Site icon Rzecznik Elektromobilności

130 i po magii

Groza niczym z opowieści o naturalnym życiu dzikich zwierząt. Przypuszczalnie dlatego nieliczni weszli w nieznane środowisko i wyciągnęli rękę niczym do aligatora w rezerwacie wierząc, że jeżeli w zamknięciu to na pewno oswojony. Nic bardziej mylnego, ponieważ już nie jeden rączki się pozbył, a dodatkowo nabawił strachu. Podobnie rzecz się ma w przypadku samochodów elektrycznych. Naturalnym środowiskiem bytowania przywołanych jest miasto. Zatłoczone ulice, ruszanie, hamowanie, zatrzymywanie, prędkości w przedziale od 30 do 50 km/h. Nieco gorzej jest poza aglomeracyjnym rezerwatem. Bynajmniej nie chodzi tutaj o brak pięknych widoków do podziwiania, czy destynacji z dobrą kawą. Problem dotyczy nieubłaganych praw fizyki. Zasięg odjeżdża szybciej niż refleks kierowcy, który w krytycznym momencie wykrzyknie do zebranych w elektryku: „gdzie najbliższa, szybka ładowarka?” Podróż bez „szarpania” z płynnym połykaniem kilometrów ze stałą prędkością, efektywnie drenuje baterię. Niepokojąco maleje nie tylko ilość kilometrów do celu, ale także zasięg, który topnieje niczym śnieg w lecie, szczególnie przy włączonym ogrzewaniu, czy klimatyzacji. Zjawisko zaskakuje nawet entuzjastów elektryfikacji motoryzacji, którzy święcie wierzą w to co jest napisane w katalogu w rozdziale poświęconym WLTP. Już wysokie napięcie, podwyższyli niemieccy żurnaliści z „Auto Bild”, którzy z miernikami dopadli 36 aut bateryjnych, które wyprowadzili na autostrady. Katowali elektromobile z zawrotną, stałą prędkością 130 km/h i wybuchł przysłowiowy ogień w stodole. Okazało się, że słowo spisane w WLTP w zderzeniu ze światem realnym przyniosło różnice pomiędzy deklaracjami a rzeczywistością od 21,8% do 54,4%. Pisząc dosadnie, każdy bolid na prąd przejechał mniej kilometrów niż obiecywał producent. W przeliczeniu na kilometry deficyty wyniosły od 76 do 270 kilometrów. Różnice są istotne, ponieważ przekładają się na dylemat rodem z Szekspira dojadę albo nie dojadę – oto jest pytanie. W mieście auto bateryjne dzięki rekuperacji odzyskuje prąd i może zwiększyć zasięg nawet o jedną trzecią. Kierowca nawet nie zauważa, jak skomplikowany taniec wykonują układy sterujące przepływem energii. Elektronika, oprogramowanie i silnik elektryczny robią swoje w tle, często przyjmując na siebie rolę tradycyjnych hamulców. W mieście tarcze i klocki mogą poczuć się wręcz niedocenione. Sytuacja diametralnie się zmienia poza miastem. Stała, wysoka prędkość, opór powietrza, rosnący szybciej niż ceny na stacjach i brak okazji do odzyskiwania energii sprawiają, że zasięg istotnie topnieje i elektryk szybko zmierza do kolejnego postoju na ładowanie. Komfort jest liczony w kilowatogodzinach, co dowodzi, że fizyki nie da się zaktualizować over-the-air, a matematyka nie negocjuje.

Exit mobile version