Site icon Rzecznik Elektromobilności

Zakrętki – milczący świadek w sprawie

Zespolenie zakrętek z butelkami kosztowało producentów opakowań ponad 3 miliardy euro. Droga polityków do wprowadzenia kolejnego dyktatu regulującego nasze życie, zajęła blisko dekadę, a według niektórych źródeł nawet dłużej. Dziś nie trzeba już oddzielać zakrętek od butelek PET (politereftalan etylenu) przed wyrzuceniem do żółtego pojemnika. PR-owo wręcz zaleca się pozostawienie nakrętki, wykonanej zwykle z HDPE lub PP na opakowaniu, mimo że obie części to różne polimery, które we właściwym świecie recyklingu przetwarza się osobno w czystych strumieniach materiałowych. Konsekwencją dyrektywy była także konieczność dostosowania procesu segregacji przez sortownie. Przywołane musiały przystosować technologię recyklingu do narzuconej przepisami nowej rzeczywistości. Dziś oddzielenie butelki od zakrętki następuje w procesie przemysłowym: przez rozdrabnianie i separację w wodzie. PET tonie (butelka), a HDPE lub PP pływa (nakrętka). Rozwiązanie chociaż skuteczne jest bardziej energochłonne i wodnochłonne niż wcześniejszy model oparty na segregacji u źródła. Na temat środowiskowego kosztu zmiany, dodatkowej energii, zużytej wody, emisji CO2 związanej z modernizacją linii mówi się zaskakująco mało, a w zasadzie w ogóle. Jeszcze rzadziej wspomina się o tym, że koszt regulacji ostatecznie ponosimy wszyscy w cenie opakowania. Dlaczego brukselski legislator zdecydował się na obowiązkowe „tethered caps”, czyli zakrętki trwale połączone z butelką? Powód jest prozaiczny. Po pierwsze zakrętka nie zgubi się w sortowni. Po drugie, niesforni amatorzy napojów w plastikowych opakowaniach na potęgę gubili nakrętki w różnych miejscach. Połączenie ich z butelką znacząco ograniczyło, patologiczną rozrzutność i brak odpowiedzialności za surowiec wtórny. To, że zmiana ma jeszcze nieoczywiste skutki społeczne, stanowi kwestię całkowicie niedostępną umysłowo politykom. W Polsce przez wiele lat zbiórka plastikowych zakrętek stała się symbolem oddolnej pomocy, finansowania rehabilitacji, czy sprzętu dla osób z niepełnosprawnościami. Dziś, gdy zakrętki pozostają przytwierdzone do butelek, liczba oddzielnych nakrętek w obiegu spadła. Zbieranie jest trudniejsze, mniej efektywne, a w wielu miejscach wręcz wygasło. Paradoksalnie więc rozwiązanie wprowadzone w imię ekologii ograniczyło jeden z najbardziej rozpoznawalnych mechanizmów charytatywnych w kraju. Owszem, część osób, najczęściej seniorzy nadal odcina zakrętki specjalnymi cążkami i przekazuje je na cele dobroczynne, ale skala jest nieporównywalna z tą z przeszłości. Warto też dodać ciekawostkę materiałową: nakrętki wykonuje się z HDPE lub PP nieprzypadkowo. To tworzywa bardziej sprężyste i odporne na wielokrotne odkształcenia niż PET, dzięki czemu gwint i uszczelnienie zachowują szczelność po wielokrotnym otwarciu. PET – idealny na przezroczyste butelki jest z kolei zbyt kruchy na funkcję nakrętki. Ta różnica właściwości była jednym z powodów, dla których przez dekady oba elementy projektowano jako oddzielne i przeznaczone do osobnych strumieni recyklingu. Historia zespolonych zakrętek pokazuje, jak złożone są współczesne decyzje środowiskowe: między ideą ograniczania zaśmiecenia, realiami recyklingu, kosztami systemowymi i społecznymi konsekwencjami ubocznymi. Mały element opakowania stał się symbolem ważnego pytania: czy projektując gospodarkę obiegu zamkniętego, odpowiedzialni za temat ludzie potrafią uwzględnić współegzystencję ludzi i środowiska naturalnego? Dzisiaj zakrętka zespolona z butelką jest milczącym świadkiem w sprawie.

Exit mobile version