Site icon Rzecznik Elektromobilności

Wyceniliście swoją?

Próbowaliście kiedyś wycenić swoją godność, koszty przesuwania granicy tolerancji na arogancję. Wewnętrzną degradację, wywołaną tzw. opuszczaniem strefy komfortu. Ile jesteśmy w stanie poświęcić siebie za iluzoryczne benefity? Lubimy głośno rozprawiać o godności, o człowieczeństwie, a jak jest, gdy nikt nie słyszy? Do jakiego momentu jesteśmy w stanie wytrzymać? Tylko do tego, w którym przyjdzie zapłacić? Czy dalej? Aprobować dodatkowe godziny pracy, weekend spędzony bez najbliższych, nieodebrany telefon od dziecka, kolejny przesunięty termin urlopu. Wyrażać milczącą zgodę, gdy ktoś traktuje nas z pogardą. Przytakiwać, wbrew wewnętrznemu krzykowi dość! Próbowaliście kiedyś to wszystko oszacować? Nie zmonetaryzować, ale wycenić wartość swoich poświęceń. Nie tę patetyczną, wyartykułowaną podczas rozmów ze znajomymi. Tylko tę cichą, tę codzienną, z którą kładziemy się spać. Wyliczyliście cenę poniżania, lekceważenia? Wartość kolejnego dnia w pracy, w którym stajemy się dla kogoś przezroczyści. Wszystko nie dzieje się nagle, stanowi proces, który trwa. Nikt nie przychodzi pierwszego dnia i mówi: „Od dziś będę cię poniżał”, to złożony proces, którego dotkliwość zależy od umiejętności „truciciela”. Nie mylić z kompetencjami, ponieważ deficyt przywołanych jest jednym z powodów sączenia jadu. Zaczyna się od drobiazgów, których nawet nie zauważamy, a granice przesuwają się z każdym ignorowaniem uwag. Z upływem czasu przyjmujemy, że to jest normalne, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Często też podbudowujemy wewnętrzne przekonanie doświadczeniami z poprzednich miejsc pracy. Nie od dziś wiadomo, że najgorsze jest przyzwyczajenie i wmawianie sobie, oby nie było gorzej, ale co znaczy gorzej? Podobno, jako gatunek potrafimy przywyknąć niemal do wszystkiego. Bólu, hałasu, stresu, również do braku szacunku. Stan tłumaczymy sobie odpowiedzialnością. Przecież trzeba utrzymać rodzinę, kredyt sam się nie spłaci, a dzieci muszą mieć lepiej, a poza tym wszędzie jest tak samo. Rzeczywiście czasem nie mamy wyboru. Życie rzadko daje luksus prostych decyzji. Problem zaczyna się wówczas, gdy przestajemy zauważać, ile realnie płacimy. Pensja wpływa na konto raz w miesiącu. Koszt utraty poczucia własnej wartości wypłacamy codziennie w niskich nominałach, bez potwierdzenia wykonania przelewu. Pierwszym, niepokojącym sygnałem jest denominacja „nie”, a dalej utrata świadomości własnych kompetencji. Wykonujemy obowiązki służbowe, społeczne, wyborcze poprawnie i przestajemy wierzyć, że ma to jakiekolwiek sens. To największe zwycięstwo tzw. menedżerów. W końcu chodzi o to, żeby króliczka gonić, a nie złapać. Zarządca nie zwycięża, gdy pracownik się zwolni, ale wówczas, gdy zostaje i można go gonić. Ważne, że opuszczenie tak zwanej strefy komfortu nie musi być tożsame ze zmianą pracy. Czasem, największą odwagą jest pozostanie sobą tam, gdzie oczekują uległości. Innym razem odwaga polega właśnie na odejściu. Na przyznaniu się przed sobą, że są pieniądze, których nie warto zarabiać. Rzecz w tym, że nie każdy może sobie na to pozwolić od razu, ale każdy przynajmniej powinien sobie wyznaczyć osobistą granicę. Jeżeli sami tego nie zrobimy inni zrobią to za nas. Jestem pewien, że zaanektują większy obszar, niż jesteśmy w stanie poświęcić.

Exit mobile version